Respiro Psychoterapia i Rozwój

Ucieleśnione doświadczenie

Ucieleśnione doświadczenie w psychoterapii

Przez lata wracałam do jednego pytania:

Co zmienia się w psychoterapii, kiedy naprawdę uwzględniamy fakt, że człowiek ma ciało — a właściwie, że człowiek jest ucieleśniony?

Nie chodzi o dodanie do rozmowy kilku ćwiczeń oddechowych czy ruchowych.

Chodzi o sposób patrzenia na człowieka.

Ciało jest częścią doświadczenia

Doświadczamy świata poprzez ciało.

Oddychamy, poruszamy się, napinamy, rozluźniamy, orientujemy w przestrzeni, zbliżamy do ludzi i oddalamy od nich. Czasem pojawia się impuls do ruchu, zanim wiemy, czego potrzebujemy. Czasem ciało zatrzymuje się, zanim potrafimy powiedzieć, czego się obawiamy.

Nasza historia również uczestniczy w tym, jak dzisiaj jesteśmy w świecie.

Nie oznacza to jednak, że ciało jest archiwum, które terapeuta może nauczyć się odczytywać.

Ciało nie daje nam gotowej diagnozy. Daje materiał do wspólnego badania.

Od interpretacji do ciekawości

Jeżeli zauważam, że klient zaciska dłonie, nie zakładam automatycznie, że „tłumi złość”.

Mogę natomiast zainteresować się tym, co właśnie się wydarzyło.

Czy klient również zauważa swoje dłonie? Co czuje? Czy ma ochotę coś zrobić? Czy ten gest jest znajomy? Co zmienia się, kiedy poświęcamy mu chwilę uwagi?

To niewielka różnica w sposobie pracy, ale dla mnie fundamentalna.

Nie wiem za klienta.

Badamy doświadczenie razem.

Relacja

Człowiek nie doświadcza w izolacji.

To, co pojawia się podczas psychoterapii, powstaje w określonych warunkach i w konkretnej relacji.

Dlatego interesuje mnie również ciało terapeuty.

Moje napięcie, oddech, senność, pobudzenie, impuls do działania czy wycofania nie mówią mi, „jaki jest klient”. Mogą jednak powiedzieć, że w naszym spotkaniu dzieje się coś wartego zainteresowania.

Ucieleśniony rezonans staje się wtedy nie diagnozą, lecz jednym ze źródeł hipotez.

Trauma i regulacja

Doświadczenia traumatyczne mogą wpływać nie tylko na to, co pamiętamy, ale również na sposób, w jaki organizm odpowiada na zagrożenie, bliskość, pobudzenie czy utratę kontroli.

Dlatego intensywność nie jest dla mnie synonimem skutecznej pracy.

Nie zależy mi na doprowadzaniu klienta do katharsis ani na „przełamywaniu” jego obron.

Interesuje mnie możliwość pozostawania w kontakcie z doświadczeniem w takim zakresie, w jakim może ono być w danym momencie przeżywane i integrowane.

To, co nazywamy oporem, zatrzymaniem czy wycofaniem, może być również sposobem chronienia siebie.

Najpierw warto więc zainteresować się jego funkcją.

Skąd czerpię

Moje myślenie wyrasta przede wszystkim z psychoterapii Gestalt i przez lata rozwijało się poprzez spotkanie z wieloma sposobami pracy z doświadczeniem cielesnym.

Uczyłam się między innymi Developmental Somatic Psychotherapy, Ma-Uri bodywork, pracy z oddechem, Brainspottingu oraz innych podejść i praktyk związanych z ciałem, ruchem i traumą.

Nie próbuję jednak składać ich w jedną „metodę”.

Interesuje mnie co innego: co z tej wiedzy rzeczywiście pomaga lepiej rozumieć człowieka i spotykać go w psychoterapii.

„Ucieleśnione doświadczenie w psychoterapii” jest rozwijanym przeze mnie sposobem integrowania tej wiedzy z Gestaltem, praktyką kliniczną, superwizją i doświadczeniem pracy z grupami.